Historia mojego okruszka [*]
Od pół roku bezowocnie staraliśmy się o dzieciątko... W końcu leki na zbicie prolaktyny i działamy dalej ...
Od 4 cykli prowadziłam obserwacje i wykres, tym razem widziałam, że coś jest na rzeczy... przyszedł 15.12.2011r. i zaczęło się testowanie, JEST!!! jest blada kreska! później wszystko potoczyło się jakoś szybko, badanie z krwi potwierdziło pozytywny wynik a tydzień później już oglądałam 3mm pęcherzyk ciążowy na usg...
Przyszły święta, mega magiczne dla nas w tym roku... cała rodzina nie posiadała sie z radości na naszą nowinę... Niestety nie na długo... Tydzień później dostałam plamienia, od razu pojechaliśmy do lekarza, ale na usg było widać już maluszka i serduszko, mimo złego przeczucia wmawiałam sobie , że będzie dobrze. Przecież maluszek urósł, widziałam serduszko...
Może chciał się ze mną pożegnać, może dotrwał do usg bym zobaczyła jego serduszko, że starało się bić dla mnie?
4 dni później byłam już w szpitalu, ciąża obumarła, zabieg łyżeczkowania, to było jak koszmar, coś co pamiętam jak przez mgłę...
Skarbie na zawsze będziesz w naszych serduszkach, kochamy Cie - mama i tata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz