Potęga podświadomości – porusza niebo i ziemię, aby urzeczywistnić każdą myśl...

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Znowu nic nie pisałam...  bo znowu nie było o czym.... czuję, że życie ucieka przez palce... i czuję, że nic nie mogę z tym zrobić..
Nigdy bym nie przypuszczała, że jedna myśl, jedno pragnienie, przerodzi się w tak uporczywą walkę... walkę , która mnie zmieniła... walkę, która już mnie zmęczyła...
i tak aktualnie dumam, co mam ze sobą zrobić... niestety , nigdy bym nie pomyślała , że znajdę się w takim momencie mojego życia i to tak szybko, czując się nieszczęśliwa... po prostu... nieszczęśliwa...
W chwili obecnej waga moich emocji przechyla się na szali tych złych... pomimo tego , że są te dobre.. w tym momencie są zbyt "lekkie"...

sobota, 5 maja 2012

trochę minęło...

Jak czas zasuwa... wydawało mi się , że po prostu nie ma o czym pisać...

Wiosna, posiali wkoło cholerny rzepak a ja oddychać nie mogę...

Majówka, kolejny raz na zlocie goldenów, ja tym razem w roli gościa a nie organizatora, super wypoczęłam :)
Było bosko... takie chwile nastrajają pozytywnie, ładują akumulatory by działać dalej...

Znowu czekam, czekam na wykonanie testu... jeszcze kilka dni... może tym razem cały świat się sprzysięże by spełnić nasze marzenie...

środa, 14 marca 2012

zakurzyło się...

Ostatnio byłam w jakimś dziwnym zawieszeniu... odechciało mi się wszystkiego, więc i na blogu zamilkłam, ale koniec... Wracam z nową energią!
Wczoraj zawiozłam papiery w sprawie mojej wymarzonej pracy, ciekawe jakie mam szanse, czy w ogóle mam... wierzę, wierzę, wierzę.... musi się udać, czekałam na coś  takiego tak długo a marzę odkąd zaczęłam studia... mam wrażenie , że ta oferta jest mi pisana... w ogromnym napięciu spoglądam cały dzień na telefon... zadzwoni? Wierzę! że tak!

środa, 15 lutego 2012

Czas spiąć 4 litery

Postanowiłam :) a jak Eve postanowi to koniec... spinam tyłek i biorę sie za życie... jakby od nowa :D
Bo przecież każdy jest panem własnego losu, tak to szło? Tak.

Miałam już jakiś czas pomysł, pewne marzenie... czemu go jeszcze nie zrealizowałam? Wiem. Z lenistwa. Nie ma się co oszukiwać. Koniec z tym. Zbieram sie w sobie do działania.
Działanie potrzebuje planu, tak, siadam i opracowuję plan.... business plan :)

poniedziałek, 13 lutego 2012

jak źle to źle

Bo jak jest źle to już musi na całego... ale to na pewno tylko dlatego by później było lepiej :D
No to choróbsko się mnie uczepiło, wyglądam jak jakieś zombie zapewne, bo już od kataru mam "zimno" na pół nosa... leżę jak kłoda w tym łożku...
Tu mi słabo, tu cały nos swędzi - zwariować idzie, ale.. będzie lepiej , prawda? Lada dzień :)


czwartek, 9 lutego 2012

miesiąc...

09.02.... miesiąc... to właśnie miesiąc temu zabrali mi Ciebie, wydarli spod mojego serca...  Twoje serduszko przestało bić już kilka dni wcześniej , ale to ta data zostanie w pamięci ... 09.01 wtedy zabrali Cie na zawsze, pamiętam jak po wszystkim czułam tą pustkę, czułam! że Ciebie juz nie ma :(
Kocham [*]

środa, 8 lutego 2012

bolące serce...

Po wczorajszej wizycie mam zły dzień, czekać pół roku, dobrze by było odczekać... te słowa dźwięczą w głowie cały dzień... serce rozdarło się jak wtedy... 08.01 .. tak dokładnie miesiąc temu usłyszałam "Pani Ewelino źle to widzę"... serduszko nie bije, dzidzia sie nie rozwija... myślałam , że jakiś cholerny atom pieprznął mi w serce... nie wiedziałam , że serce może aż tak boleć... a wczoraj odebrano mi nadzieję, którą tak żyłam, nadzieje na szybkie starania... myślę, czytam o różnych przypadkach, boję się, po prostu na chwilę obecną boję się...


wtorek, 7 lutego 2012

nie tak miało być...

Trwa cykl po zabiegu, pełna optymizmu, w oczekiwaniu na kolejny cykl...
Na półce przygotowane witaminki... czekam.. czekałam.. do dziś...
Bo dziś moja pierwsza wizyta u gina po zabiegu...
Z lekkimi obawami, ale wciąż pełna optymizmu jechałam na wizytę, wchodzę super, nie ma kolejki, jestem dziś ostatnią pacjentką... Rozmawiamy z lekarzem, wpisuje wszystko w moje "akta" na kompie...
Czas na fotel, boję się, ale już siedzę, czekam...
Wszystko ok, nie ma nic niepokojącego, wygląda na to , że wszystko ładnie sie wygoiło- z resztą tak właśnie sie czuję! Mój organizm mnie nie oszukał... ok ubieram gacie i idziemy do biurka jeszcze ostatnie ustalenia... i słowa " proszę odczekać pół roku" ... tąpło we mnie jak grom z jasnego nie ma ..yyyy... ale jak to? (byłam przygotowana na gadki o 3 miesiącach, ale pół roku?) Wiecie ile to jest pół roku? Sześć miesięcy...około 180 cholernie długich dni... i przetłumacz to kobiecie po stracie, kobiecie, która pragnie ciąży tu i teraz, no przetłumacz to mi...
Nie zostawiam tego, dopytuję dlaczego, jaki jest powód, lekarz tłumaczy rzeczowo o macicy, szyjce, po prostu ostrzega przed zagrożeniami...
Wracam do domu, ryczę... Kochany S, pociesza, przytula, tłumaczy... Co ja bym zrobiła bez niego?

A teraz zostaję z tym i myślę, myślę...

poniedziałek, 6 lutego 2012

siła przyciągania

Wierzycie w siłę przyciągania? W potęgę naszej podświadomości?
Wpadła mi kiedyś w ręce książka Murphy'ego i tak zaczęło się moje zaciekawienie właśnie tą częścią nas, sferą psychiczną...

Wierzę, że optymizm przyciąga do nas te dobre zdarzenia... wiele razy analizując swoje życie, zauważyłam, że gdy czegoś pragnęłam tak mocno, że potrafiłam to wizualizować, planować niemal tak, jakby to już było prawdą, wtedy to się urzeczywistniało...
Dlatego moją domeną jest nie dopuszczać negatywnych myśli...



Co, jak i dlaczego?

Czyli w skrócie...

Zaraz po ślubie, w październiku 2007r. rozpoczęłam studia pedagogiczne we Wrocławiu, specjalność Resocjalizacja... pomagać innym to było by właśnie moje spełnienie...

Również niedługo po naszym ślubie, w styczniu 2008r. , nasza rodzinka powiększyła się o pieska, a dokładniej suczkę :) Golden retriver- nasza "córunia"

I tak powolutku płynęło nasze życie we trójkę, ja, ON i pies :)
Wspólne wakacje, zjazdy miłośników goldenów, szkoła, praca... wydaje się , że nic nadzwyczajnego... ale cuda trzeba dostrzegać w drobnostkach, w każdej wspólnej chwili... bo każdy jego oddech jest dla mnie ważny...

niedziela, 5 lutego 2012

Wspominki

Nie będę cofać się do zamierzchłych czasów... po co rozpamiętywać przeszłość....

Kluczowy moment mojego życia miał miejsce 11.08.2007r. To data naszego ślubu, najpiękniejszy dzień z facetem mojego życia :)
I tu zaczęło się moje nowe życie, nowy etap... tak zwana dorosłość,  do której najpierw nam sie spieszy, a później... gdzie ta beztroska?
Przyszło życie, własne mieszkanie, rachunki, zakupy... Ale czym to jest w porównaniu do spędzania tego życia u boku kochanej osoby? Kochać i być kochaną... najpiękniejsza nagroda od życia...